Jeśli chcesz podzielić się swoim świadectwem związanym z kultem Św. Charbela napisz proszę do nas na adres mailowy: charbel@charbelkozanow.pl  w tytule maila wpisz ŚWIADECTWO.

Po weryfikacji przez Administratora Twoje świadectwo pojawi się na tej stronie. Udostępnimy tylko Twoje imię i treść świadectwa.

 

„…świętych obcowanie…”- wypowiadane słowa modlitwy, wyznając wiarę, obecnie są przeze mnie mocno akcentowane. Widzę Matkę Bożą z objawień w Fatimie, św. Faustynę oraz św.Charbela. Dlaczego bliscy mojemu sercu są Ci święci? Od niedawna bardzo mocno modlę się z córkami-Hanną i Marią, z prośbą o wstawiennictwo i o łaski.

Dzięki Niepokalanemu Sercu Maryi oraz św. Faustynie, Nasze modlitwy są wysłuchiwane i otrzymujemy ogromne łaski osobistego poznania Boga.

Dzięki św. Charbelowi, jego wstawiennictwu, dobry Bóg przyjął moją prośbę- zdrowie córki Marii(13 lat), które było poważnie zagrożone. Dnia 19 maja 2017roku otrzymałyśmy diagnozę-wielokomorowy guz jajnika.

Podczas odprawianej Mszy św. w kościele św. Jadwigi Śl. we Wrocławiu, zanoszono modlitwy o opiekę Bożą dla Marii podczas operacji, o błogosławieństwo dla specjalistów chirurgów i szybki powrót do zdrowia. Po otrzymaniu oleju św. Charbela, koronki i różańca, otoczyłam córkę modlitwą. Namaściłam olejem św. Charbela, jednocześnie przybliżając życie św. Mnicha, o którym moje dziecko jeszcze nie słyszało.

Będę wdzięczna do końca życia za każdą modlitwę dobrych ludzi, za odprawioną Mszę w kościele św. Jadwigi, a nade wszystko za to, że otrzymałam do rąk olej św. Charbela, ponieważ stał się cud! Guz usunięty z powodzeniem i bez komplikacji, okazał się nowotworem niezłośliwym! W większości przypadków taki guz jest złośliwy.

   BOGU NIECH BĘDĄ DZIĘKI!

P.S. Po kolejnych badaniach kontrolnych w szpitalu w czerwcu i lipcu, a przede wszystkim po odczytaniu badań histopatologicznych diagnoza ta sama-nowotwór niezłośliwy.

Bożena, maj 2017

 

We wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym jestem od ponad 7 lat i to w niej nauczyłam się jak  iść z Jezusem przez życie,jak Go dostrzegać ,czuć,słyszeć i pozwolić aby działał. Wiem… mam pewność ,że odpowiada na modlitwy ,pochyla się i podnosi,pomaga przetrwać najtrudniejsze chwile ,uśmierza ból fizyczny i duchowy, z Nim mogę pokonać lęk, to On wlewa w moje serce nadzieję, pokój, radość. To On jak nikt inny jest zawsze ze mną, ociera łzy z moich policzków, dodaje otuchy, pokrzepia, przywołuje do porządku. Kiedy po ludzku nie daję rady, przychodzi, bierze krzyż, który dźwigam na swoje ramiona i niesie go za mnie. Jego obecność w moim życiu jest tak namacalna, że nie mogę o tym nie mówić.

Na początku kwietnia tego roku, mój najmłodszy syn Tomek który ma 17 lat, przyjechał na weekend  do domu, na co dzień jest w szkole z internatem w Janowie Podlaskim. Miał gorączkę i źle się czuł. Jak każda mama zaradzałam jego dolegliwościom, jednak gdy w poniedziałek gorączka nadal nie spadała a Tomuś zgłaszał ból w klatce piersiowej, zaniepokojona udałam się z nim do  lekarza . EKG  i wyniki krwi były kiepskie. Dostaliśmy skierowanie do szpitala w Zamościu gdzie stwierdzono zapalenie mięśnia sercowego oraz sepsę. Wykonano szereg badań  w poszukiwaniu bakterii we krwi, wyniki były coraz gorsze .Na drugi dzień po konsultacjach i stwierdzeniu powiększonej śledziony oraz węzłów chłonnych, zostaliśmy przewiezieni do Kliniki w Lublinie. Niestety wyniki były coraz gorsze, Tomuś coraz słabszy, gorączka nie spadała mimo podawania leków najnowszej generacji.

Wyobraźcie sobie co działo się w moim sercu, lęk o życie dziecka, bezradność i rozpacz, które się wdzierały skłaniały moje myśli i serce w jednym kierunku -Jezu ratuj. Prosiłam o modlitwę wszystkich. Trwałam przy łóżku syna na okrągło, widząc jego cierpienie i strach. Jezus   dawał mi siły w codziennej eucharystii do tego aby go pocieszać, stwarzać atmosferę spokoju, który trudno było zachować. Tomuś tracił na wadze  każdego dnia 1 kilogram. Widziałam niepokój i bezradność lekarzy, robiono kolejne i kolejne badania, wysyłano je nawet za granicę. Tomka bolało  wszystko, po naszej rozmowie zgodził się na przyjęcie sakramentu namaszczenia chorych, po czym nastąpiło pogorszenie jego stanu a po dwóch dniach powoli zaczął wracać do równowagi. Wypisano  nas do domu z bardzo wysokim OB, podwyższonym CRP oraz gorączką ale z nadzieją, że będzie  już tylko lepiej. Cieszyliśmy się z powrotu do domu, czekaliśmy na wyniki określające bakterię, która zrobiła takie spustoszenie w organizmie Tomka. Niestety po dwóch tygodniach  stan syna pogorszył się, wyniki były bardzo złe. W szpitalu rozpoczęły się kolejne poszukiwania przyczyny choroby Tomcia. Wiem, że w tym czasie modliła się nieustannie i gorliwie cała wspólnota, parafia, rodzina, przyjaciele, odprawiane były Msze święte o jego zdrowie.

Lekarz prowadzący po konsultacjach i wynikach badań mając pewne podejrzenia, skierował nas na badania nuklearne tz. PETA, których obraz pokazał zmiany w szpiku kostnym oraz we wszystkich węzłach chłonnych. To oznaczało, że Tomek ma białaczkę. Kilka dni przed operacją otrzymałam od przyjaciółki ze wspólnoty, olej św. Charbela, zrobiłam znak krzyża na czole Tomka tymi olejami i od tamtej pory gorączka już się nie pojawiła. Jezus ulitował się nad nami. Odbyła się operacja wycięto węzły chłonne do badania, pobrano szpik kostny oraz kawałek kości.

Czekałam na pierwsze wyniki z drżeniem ale i z nadzieją bo był ze mną Ten, który mnie umacniał. W szpiku oraz w węzłach chłonnych nie znaleziono komórek nowotworowych, płakałam ze szczęścia. Na resztę wyników przyszło nam czekać osiem tygodni, to długo ale Jezus działał. Tomek ma bardzo rzadką chorobę układu tkanki łącznej. Lekarze czekają   na kolejny rzut choroby, ja nie. Całą ufność pokładam w Panu, który przeprowadził nas przez ten jakże trudny czas niepokojów, bólu i lęku. W trakcie choroby syna usłyszałam od pewnej siostry zakonnej słowa twarde, ale ukazujące  całą  prawdę o nas, powiedziała: ,,pamiętaj, Tomek przede wszystkim należy do Boga, tobie został dany abyś się nim opiekowała i wychowała, co Bóg zechce to uczyni”. Taka jest prawda o nas, należymy  do Boga i to jest najlepsza nowina jaką można usłyszeć. Dziękuję Jezusowi za to doświadczenie choroby i cierpienia, dziękuję, że jest obecny w moim, naszym życiu, że mogę do Niego zwracać się każdego dnia. Dodam, iż mimo wyników wskazujących na proces choroby w organizmie, Tomek czuje się dobrze, po pięciu miesiącach przerwy wrócił do szkoły i uczy się, żyje jak jego rówieśnicy i z pasją zajmuje się tym co kocha czyli końmi. Nie przyjmuje żadnych leków.  Chwała Panu.

Małgorzata, październik 2018